Wodowanie
Do słów: butelka - sama - panorama - niewielka
O burtę z trzaskiem rozbija się butelka,
Ja z dumą krzyczę (zapomniawszy żem sama),
— Daję ci imię: “Bezkresna Panorama”!
Choć tak po prawdzie - toś łupina niewielka…
Do słów: butelka - sama - panorama - niewielka
O burtę z trzaskiem rozbija się butelka,
Ja z dumą krzyczę (zapomniawszy żem sama),
— Daję ci imię: “Bezkresna Panorama”!
Choć tak po prawdzie - toś łupina niewielka…
Weź nie pytaj tak od razu, pozwól się rozbudzić,
Weź się przytul - na łyżeczkę - gdy oddech nieświeży,
Weź tu ze mną pogłaszcz kota, który z nami leży,
Weź tu bądź dopóki jeszcze bachor nie marudzi,
Weź nie młodniej, zostaw modę dla tych pustych ludzi,
Weź się starzej, jasnym srebrem daj się włosom śnieżyć,
Razem ze mną ręka w rękę ku życia rubieży
Idź krok w krok - a "ty i ja" przenigdy nas nie znudzi.
I pomimo różnic, niedoskonałości wielu,
Żadnego nam nie trzeba miłości podręcznika,
Bo jedno słowo starczy i każda troska znika…
Niech więc wybrzmi dziś ten sekret, przy szklaneczce chmielu,
“Żyć jest razem łatwiej, kiedy wreszcie to zrozumiesz,
Że jak powiesz "kocham" - koniec wnet nieporozumień!”
Do słów: wziąć - siąść - bierze - leżę
No i znowu trzeba wziąć,
Cztery rymy - z piórem siąść,
Wena sama się nie zbierze,
Gdy do góry d…ą leżę…
Pisanie do szuflady strasznie mnie już nudzi,
Niezdarnym mym rymom publika się należy,
Pochwała bądź krytyka od słownych szermierzy,
Co zapał rozpali bądź przeciwnie - ostudzi.
Lecz gdzie dzisiaj szukać elokwencji u ludzi,
Gdy wszyscy oni, współczesnej śladem młodzieży,
Piktogramami mówią - cyfrowi surferzy!
A to we mnie jeno zażenowanie budzi…
Jednak blaskiem rozbłysło światełko w tunelu,
Bo hejto scrollując z zacisznego klopika,
Kawiarnię znalazłem - tu twórcza polemika,
A w giętkim słowie poetów biegłych tak wielu.
I tylko jedno dzisiaj pragnienie mam w sumie,
Przyjmijcie mnie - bom pewien, że w poezję umiem!
Do słów: koja - kambuz - boja - bambus
Syrenim śpiewem wzywa mnie koja,
Bo duszny zrobił się życia kambuz,
I znikną myśli jak za rufą boja,
Co kiedyś giętkie były jak bambus…
Mimo upału niczym w boilerze,
Ja będę tutaj bronił swych racji,
Że lepszy własny pot na rowerze,
Niż potu odór w komunikacji…
I znów nam miło jest niewymownie,
Bo rzut beretem od słynnej fary,
Pod Księżycami bawią ponownie,
Turyki z Brzezicką, Szeliga i Fąfary.
A na spacerze naszej gromadki,
Worek zakupów Wera już dźwiga,
Tak rozpuszczają ją wszystkie dziadki:
Fąfary, Turki, Brzezicka i Szeliga.
Lecz baczyć muszę by nerwów nie stracić,
I mieć cierpliwość do nich stoicką,
Gdy mi za kawę nie chcą dać płacić,
Turyki, Szeliga i Fąfary z Brzezicką.
Tym oto wierszem ja - wierszokleta,
Liczę, nie bojąc się żadnej krytyki,
Że aplauz dać raczą w przerwie kotleta,
Fąfary z Brzezicką, Szeliga i Turyki.
Pojechał Wiesław na koniec roku,
Sanatoryjnych zażyć uroków,
Wziął też garnitur - ten Sylwestrowy,
Wciąż całkiem modny, acz niezbyt nowy.
I choć w sanatorium, od dwurzędówki,
Lepszy jest szlafrok i kąpielówki,
To żadna z nich korzyść podczas ćwiczenia,
Gdy z sił opadasz, już od patrzenia…
Melancholijnym smutkiem otępiony,
Swe lata liczę w domu przy kominku,
Rosnącą liczbą grobów odwiedzonych,
Oraz zmówionych “wiecznych odpoczynków”.
W tej bezlitośnie smutnej konstatacji,
Przeziera jednak optymizmu nuta,
Bo dałem radę - choć nie bez komplikacji,
Odwiedzić wszystkie groby… „z buta”.
Ktoś się mnie uczepił w drodze do domu,
Lecz JA - wyprzedzić się nie dam nikomu!
Dociskam pedały, ruszam z kopyta,
Strzelam przerzutkami aż łańcuch zgrzyta,
Próbuję go zgubić, tempo narzucam,
Wtem patrzę - już nie ma… powietrza w płucach.