fonfi

Oda do Excela

Liczby mi formatujesz jako wyrazy,
Do diakrytycznych awersję masz znaków,
W tabele przestawne, te zamieniasz frazy,
Co dopieszczone już były… bydlaku!

I gdy opowieść swą snuję słowiczą,
Tak w formie subtelną - ty, od niechcenia
Z interpunkcją igrasz, przecinki zmieniasz,
Sens autokorektą depczesz zbrodniczą.

Raz po raz, bez końca, te męki znoszę,
W komórkach, co nie chcą trzymać formatu,
Te same - jak Syzyf - poprawki nanoszę.

I gdy nareszcie jestem rad z rezultatu,
Twoje formuły pokonawszy zawiłe,
“Critical errorem" mój plik zniszczyłeś…

Prawdziwa miłość

Nie dla mnie miłość w epitety ujęta,
Mnie puste słowo nie zadowala,
Bo gdy nas życia proza zniewala,
Prawdziwa miłość jest w rutynie zaklęta.

W twej głowie wtulonej w moją rękę zgiętą,
Nad ranem gdy z łóżka nie chce się gramolić,
W tej zupie co zawsze za mało w niej soli,
Z łyżeczką śmietany na środku ciapniętą.

We wspólnym milczeniu na spacerze w lecie,
Memów oglądaniu razem na tablecie,
Nawet w sposobie jak się ze mną handryczysz.

W spojrzeniach, grymasach i w każdym geście -
Tam, autentyczną miłość znajdziecie, byleście
dali jej tak bezgłośnie krzyczeć…

Maskarada

Jak dumni jesteśmy z tych naszych płodów
lirycznych. Licznych. Poklasku utopia…
Lecz w wersach i słowach, co smak mają miodu
jest kłamstwa parada. Prawdy atrofia…

Poetą się mienisz, a jesteś draniem!
Niech rymów piękno nikogo nie zwodzi.
Bo z nas - każdy jeden - niczym z nut kłamie,
A od krytyki - "licentią" się grodzi.

Ten Milijon podmiotów co nas wypełnia,
Kaganiec kontroli zerwać zupełnie
pragnie. By umizgiwać się. I wdzięczyć.

W najlepsze trwać musi ta maskarada,
Bo imperatyw to każdego barda
By swoje kompleksy - na scenie leczyć…

Sen wariata

"Wpłynąłem na suchego…" - majaczą jakieś rymy,
Wtem pustka! Potem mętlik i entropia w głowie!
Kołysankę mi nucą benzodiazepiny…
– Przepraszam, proszę siostry, co ja tutaj robię?!

Źrenice jak punkciki - ogarnia mnie żałość,
Gdzie jeno fetor myśli powoli gnijących.
Przeszywają mnie dreszcze - telepię się cały,
Turyńskiego całunu owijam się końcem!

Na wózku inwalidzkim naga wena wzdycha
kaleka - czeka - w kącie, aż ją ktoś z salowych
poezją naszprycuje lub beletrystyką.
Zza parawanu do niej, ślinią się widzowie.

Obudzić się nie mogę, przez pasy u ramion,
Trzask tylko słyszę gdy zęby mądrości mi łamią.

Mrożone świąt wspomnienia…

Nim będzie Gwiazdka - ot, chwilę wcześniej,
jak tylko grudzień się już rozgości,
co rok się uwieść daję bezkresnej
świąt aromatów rozmaitości.

Grzybami pachnie do uszek nadzienie,
kompotu z suszu woń chwytam ukradkiem,
a ciasto drożdżowe niech powonienie
rozpieszcza czule na schodowej klatce.

Piętrzą się wszędzie świąteczne specjały
(pokłosie szaleństwa kulinarnego)
aż zamrażalnik w szwach pęka cały…

A kiedy w styczniu jedzenia świeżego
zapragniesz, po tym świątecznym obłędzie,
No cóż - jeno bigos mrożony będzie…

Lament wierszoklety – czyli kiedy dekadentyzm wejdzie za mocno…

Niewypowiedzianych myśli mgliste zarysy,
Nieuchwytne niemal, gdzieś na świadomości kresach
Jawią się - niby idei odkrywczej promesa,
A to jeno fantazji cyniczne kaprysy.

Objawienia szukając, niczym głodny misy,
Tarzam się - ja, poeta! - w tych kreacji procesach,
Co nieraz są mitręgą godną Heraklesa,
Lecz płodzą jedynie mizerne rękopisy.

Ach! Cóż mi po tym, że język ostry jak klinga,
Gdy szarpią się słowa uwięzione na szpringach,
A zgrzyt symetrii finezję podarł na strzępy.

Przeto smutek ukoję wódki smakiem tępym,
Bo za te moje - pożal się Boże - występy,
Nikt złamanego raczej nie da szylinga.

Rzecz o imiesłowach przysłówkowych uprzednich, czyli słów kilka o “-wszach”

Wszak warto z imiesłowami się bratać,
By z rymów bezkresnych ilości pokładów,
Nie powstał gniot jakiś, bez ładu i składu,
A zjawiskowa leksykalnie szata.

Przeto gdy w szranki staję poetyckie,
Uprzedni imiesłów przysłówkowy mami,
By trochę poszaleć ze "-wszy" końcówkami,
Powplatać je w erystyki epickie.

Tak pomyślaWSZY, za pióro wnet chwyciłem,
Sonet napisaWSZY, czekam - niech dojrzewa
Gdy myślę, gdzie "-wszy" jeszcze upchnąć na siłę.

NasyciWSZY zaś utwór imiesłowami,
Na szczerość się zebraWSZY - zapytać trzeba:
Czy aby nie przesadziłem z tymi "-wszami"?