Bo Słowik mi kazał
Rzekł Słowik w te słowa: Mój miły bracie,
Przypomnieć pragnę (i nie chcę straszyć cię),
Że aby mieć wynik w Biegnij Warszawo,
Do treningów trzeba przystąpić żwawo!
Endorfiki to grafomańskie utwory rymowane (sentencje, wiersze, limeryki, itp.) powstałe w stanach euforycznych wywołanych nagłym wydzielaniem się endorfin w wyniku aktywności sportowej.
Rzekł Słowik w te słowa: Mój miły bracie,
Przypomnieć pragnę (i nie chcę straszyć cię),
Że aby mieć wynik w Biegnij Warszawo,
Do treningów trzeba przystąpić żwawo!
Pewnego dnia żona, gdzieś z rubieży Targówka,
Na rower z mężem wyszła - niby dla zdrówka,
Lecz bestia to cwana,
Więc on już od rana,
Głowi się po co ta kolarska łapówka…
Czołowy nasz raper, co ksywkę ma PAD,
Na pomysł genialny, chwilę temu wpadł,
I całkiem publicznie, na konferencji,
Na swój nie zważając brak kompetencji,
Rzekł wbrew nauce, udając speca,
Że brak obowiązku szczepień zaleca,
Ja jedną mam radę na fermentu sianie,
„Milczenie jest złotem” - panie Adrianie!
Na głowie kask ma nie wianek,
A w ręku klamkomanetki,
Przed nią, na mostku baranek,
A pod nią rower jest lekki.
Na pieszych wciąż, bez ustanku,
Woła: Zejdź z drogi, baranku!
A pieszy widząc z daleka,
Jak ona rower wciąż goni,
A nie ma hamulca w dłoni,
Na chodnik szybko ucieka.
Nie tak łatwo znaleźć ramę,
Na niewielką taką damę,
Lecz trafiła się „Cinellka”,
Włoska, szybka i niewielka,
Gdy rzuciła na nią okiem,
Wnet urzekła ją urokiem,
A gdy tylko jej dosiadła,
To już całkiem Werka wpadła,
Na paliwie rakietowym,
(Frytkach z szejkiem waniliowym),
Pędzi - wiatr rozwiewa włosy,
I już nie chce zejść z tej szosy.
Czy lepiej w demokracji, czy w dyktaturze?
Tu głupcy głosują, tam rządzą na górze.
Na lekcjach biologii kładli mi do głowy:
„Burak jest pastewny, cukrowy, ćwikłowy”.
Lecz dziś dokonałem odkrycia nie lada,
W kolejce spotkałem buraka co gada.
Z wyglądu okrągły i taki niewielki,
Na czole z wściekłości od potu kropelki,
I jak u buraka, twarz krwiście czerwona,
By więcej nie gadać - miał wygląd bufona.
— Pan chyba tu nie stał - (gdzieś tekst ten słyszałem),
— Szanowny mój panie, chyba jednak stałem.
Lecz jeśli pan wszakże jakąś krzywdę czuje,
To przodem zapraszam, pan się nie krępuje.
I tak oto burak z licem troglodyty,
Uprzejmością został z pantałyku zbity,
Bo gdy z chamstwem idziesz na zwarcie jak z bykiem,
To walcz z nim uśmiechem - podkreślić wężykiem!
Nad morzem, gdzieś w koktajl barze,
W fotelu, na brzegu plaży,
Gdzie czas jej zbyt szybko mija,
Drinka ze szklanki popija.
Mocny makijaż nad okiem,
Kapelusz z rondem szerokim,
Na ustach ciut pomarszczonych,
Szminka w kolorze czerwonym.
Na karku tatuaż nieduży,
W kształcie skrzydełek i róży,
Na szyi z pereł ma sznur,
W dal patrzy - Babcia Glamour.
Nad morzem, gdzieś w koktail barze,
Jest pusty fotel na plaży,
I pusta szklanka bez drinka,
Gdzie ślad odcisnęła szminka…
Dotyk piasku, szum morza, pieszczą zmysły nienachalnie,
Podczas gdy powonienie jest gwałcone wciąż brutalnie,
Bo nie ma nad morzem nic bardziej urzekającego,
Nad portową woń ryb i oleju napędowego,
A w południe na plaży do łez szczerych wszystkich wzrusza,
Zapach tłustego, spoconego, z browarem Janusza,
I by odetchnąć - na wydm stromych wejdziesz wyżyny,
Szczelnym całunem cię spowije aromat uryny,
Więc by zapobiec tej zbrodni nad biednym powonieniem,
Z daleka od ludzi - w książkach - znajdź dla nosa schronienie.
Jak z nadmorskiego ruszyliśmy Ostrowa,
To żona zaczęła się robić nerwowa,
Zaraz za podjazdem do Jastrzębiej Góry,
Przeklinać zaczęła całkiem bez cenzury,
Następnie na drodze do Władysławowa,
Boleć ją zaczęły paluszek i głowa,
I nie przyniosły ulgi nawet Chałupy,
Gdzie nagle do głowy dołączył ból pupy,
A gdy rogatki mijaliśmy w Kuźnicy,
Znać dały o sobie objawy nerwicy,
Kolejna na trasie była już Jastarnia,
Gdzie końca dobiegła małżonki męczarnia,
A cała historia jest z palca wyssana,
Bo wycieczka, choć długa, była udana!