Z kwarantanną w berka
Raz Tomasz na wyspie gdzieś u brzegów Afryki,
Oddawał się z żoną urokom turystyki,
Lecz w czasie zarazy,
Jest nie w smak to władzy,
Co na wszystkich zastawia kwarantanny wnyki.
Endorfiki to grafomańskie utwory rymowane (sentencje, wiersze, limeryki, itp.) powstałe w stanach euforycznych wywołanych nagłym wydzielaniem się endorfin w wyniku aktywności sportowej.
Raz Tomasz na wyspie gdzieś u brzegów Afryki,
Oddawał się z żoną urokom turystyki,
Lecz w czasie zarazy,
Jest nie w smak to władzy,
Co na wszystkich zastawia kwarantanny wnyki.
Chociaż do biegania stosunek ma sceptyczny,
Z mężem się wybrała na truchcik romantyczny,
Bo takie wieczorne ramię w ramię dreptanie,
To było ich wspólne z Afryką pożegnanie.
Kilometrów wyszło osiemdziesiąt w poziomie,
I ponad tysiąc metrów wspinania się w pionie,
I gdy już myślałem, że to dla mnie jest gratka,
Zaskoczył mnie nagły i ostry skurcz pośladka,
I siedzę półdupkiem - zupełnie wykończony,
Aż o pomoc przy rymach przyszło prosić żonę.
„Jak zjawiskowo” - zdolny poeta by napisał,
Błękit oceanu pięknymi zwrotami opisał,
Czerwone zachody tak pełne uroku,
Namalował słowami w epitetów natłoku,
Lecz poetą nie jestem więc muszę tutaj urwać,
By zachwyt swój zawrzeć w staropolskim - O kurwa!
Nie musisz się spieszyć, zwolnij trochę chłopie,
Odpocząć przecież miałeś na tym urlopie!
Pomyślał tak Tomasz i wybrał leżenie,
Z książką i w szortach przy samiutkim basenie.
Pięćdziesiąt kilometrów pedałowania,
I jeszcze w squasza, z synem, godzina grania,
Po tak wytężonym wysiłku fizycznym,
Manko odczuwam w bilansie kalorycznym.
Daleki jestem od teorii spiskowych,
Ale coś tu nie gra w testach Covidowych,
Kolejne dwa testy dzień po dniu zrobione,
Niejednoznaczny, pierwszy zaskoczył żonę,
Po czym ten drugi - po godzinach dwunastu,
Negatywnym powodem jest do toastu,
Czy naukowym to może być wypadkiem?
Czy może wyniki są czystym przypadkiem?
Jechał pan Tomasz do pracy rowerem,
Powoli dzisiaj - rzec można spacerem,
Babcie i pieski omijał z uśmiechem,
Radował się wiosną z każdym oddechem,
Podziwiał ptaszki - skowronka i kosa,
Malutką jaskółkę i gila - z nosa…
Oj Panie doktorze,
Niech mi pan pomoże,
Coś tu bardzo trzeszczy,
Aż dostaję dreszczy,
Pan nosem pokręcił,
Dwie śrubki dokręcił,
I odprawił w drogę,
Lecz rzec tylko mogę,
Nie naprawił niczego,
Bo konował był z niego!
— Rowerem czy samochodem, co wybrać w taką pogodę?
— Cóż to za głupie pytanie?! Dwa kółka zdecydowanie!