Wiosna radosna
Przyszła wiosna, słonko świeci,
A termometr w ciula leci,
W garderobie, jak panienka,
“W co się ubrać?!” - rano stękam,
Najpierw zmarznę, później upał,
Pot spod pachy będzie chlupał,
Ech ten marzec bezlitosny,
Ja chromolę taką wiosnę!
Przyszła wiosna, słonko świeci,
A termometr w ciula leci,
W garderobie, jak panienka,
“W co się ubrać?!” - rano stękam,
Najpierw zmarznę, później upał,
Pot spod pachy będzie chlupał,
Ech ten marzec bezlitosny,
Ja chromolę taką wiosnę!
Nie mówi się o tym - bo nie wypada,
Jak jajka ułożyć gdy bibsy zakładam?
Czy bardziej na lewo, czy może na prawo?
Przekładam, poprawiam, oglądam z obawą,
I zmieniam spodenki, siodełka dobieram,
Lecz jajko w nogawce niezmiennie uwiera,
I kiedy po jeździe znów z bólu są syki,
To zostać pionierem chcę mosznoplastyki!
Gdy Stach do nauki mitologizmów się zmuszał,
Rzekł - limeryk napiszę, by mózg się rozruszał,
Za pióro złapał,
Głowę nim drapał,
Aż zaplątało się w oślich uszach.
Miłośniczką koni Weroniczka jest nasza,
Towarzyska dziewczyna - więc gości wciąż sprasza,
Na swoje pokoje,
Co mają wystroje,
Hipiczne jak Stajnia Augiasza…
Rzekł Słowik w te słowa: Mój miły bracie,
Przypomnieć pragnę (i nie chcę straszyć cię),
Że aby mieć wynik w Biegnij Warszawo,
Do treningów trzeba przystąpić żwawo!
Pewnego dnia żona, gdzieś z rubieży Targówka,
Na rower z mężem wyszła - niby dla zdrówka,
Lecz bestia to cwana,
Więc on już od rana,
Głowi się po co ta kolarska łapówka…
Czołowy nasz raper, co ksywkę ma PAD,
Na pomysł genialny, chwilę temu wpadł,
I całkiem publicznie, na konferencji,
Na swój nie zważając brak kompetencji,
Rzekł wbrew nauce, udając speca,
Że brak obowiązku szczepień zaleca,
Ja jedną mam radę na fermentu sianie,
„Milczenie jest złotem” - panie Adrianie!
Na głowie kask ma nie wianek,
A w ręku klamkomanetki,
Przed nią, na mostku baranek,
A pod nią rower jest lekki.
Na pieszych wciąż, bez ustanku,
Woła: Zejdź z drogi, baranku!
A pieszy widząc z daleka,
Jak ona rower wciąż goni,
A nie ma hamulca w dłoni,
Na chodnik szybko ucieka.
Nie tak łatwo znaleźć ramę,
Na niewielką taką damę,
Lecz trafiła się „Cinellka”,
Włoska, szybka i niewielka,
Gdy rzuciła na nią okiem,
Wnet urzekła ją urokiem,
A gdy tylko jej dosiadła,
To już całkiem Werka wpadła,
Na paliwie rakietowym,
(Frytkach z szejkiem waniliowym),
Pędzi - wiatr rozwiewa włosy,
I już nie chce zejść z tej szosy.
Czy lepiej w demokracji, czy w dyktaturze?
Tu głupcy głosują, tam rządzą na górze.