Dziadowski ride
Zimno wszędzie, mroczno wszędzie,
Łańcuch dzwoni mi w napędzie,
Dzwonią zęby pod maseczką,
Głupi pomysł z tą wycieczką…
Zimno wszędzie, mroczno wszędzie,
Łańcuch dzwoni mi w napędzie,
Dzwonią zęby pod maseczką,
Głupi pomysł z tą wycieczką…
Bo najważniejsze jest przyjacielu,
Aby w treningach dążyć do celu,
I choć ambitny jestem zazwyczaj,
Dobiec do drzwi celem było dzisiaj.
Wieczorkiem, jak co dzień, żeby lepsze było spanko,
Postanowiłem wyskoczyć na szybciutkie bieganko,
Niestety w deszczyku naciągnęło się kolanko,
Lecz mam na to radkę - na wałeczku rolowanko.
Gdy całym dniem pulsuje mi głowa,
To ciężko ten stan jest ubrać w słowa,
Ostatkiem woli do wysiłku się zmuszam,
Zostawiam gdzieś myśli i biegiem wyruszam,
W mgłą przesyconą, chłodną ciemność wieczora,
Na moje katharsis przyszła właśnie pora!
Był Tomasz co dla zabawy,
Rymował treningi ze Stravy,
gdy deszczem zmoczyło,
treningu nie było,
Podrzucił Ani limeryk dla wprawy
Gdy jesienno-zimowa plucha i słota,
Na ścieżkach kobierzec jest kałuż i błota,
Zupełnie niewidzialni się dla nich stajemy,
Kierowcy i piesi są nami zaskoczeni,
Stąd groźnych sytuacji niezliczona miara,
Uważajcie na siebie - rowerowa wiara!
Był raz w Warszawie Mateusz Krzywousty,
Nie nosił maseczki, unikał też chusty,
rozdawał dekrety,
tak rządził niestety,
Na sznurkach Jarka pajacyk pusty.
Na koniec długiego tygodnia,
Gotowy stałem już w spodniach,
Zaplanowany w głowie bieg cały,
Poćwiczyć miałem te interwały,
Jednak przez towarzystwo Wery,
Skończyło się na recovery
Jest pewien chłopak z Żerania,
Co ćwiczy bez rozciągania,
rozgrzewek unika,
i trochę kuśtyka,
Tak został „Januszem” biegania
Żonie na oczy pot się już leje,
Udaje gdzieś z tyłu, że lekko kuleje,
Jęczy, że bieg ten to jest Golgota,
Przejrzał mąż fortel, pognił jej kota.