Jeździć każdy może!
Poznajcie Tomasza - kolarza amatora,
Co tak sparafrazował Jerzego aktora:
„Na rower człowiek musi,
Inaczej się udusi!”
Więc krztusząc się stwierdził, że na jazdę już pora.
Poznajcie Tomasza - kolarza amatora,
Co tak sparafrazował Jerzego aktora:
„Na rower człowiek musi,
Inaczej się udusi!”
Więc krztusząc się stwierdził, że na jazdę już pora.
Zdziwiony był bardzo prezes Kurski w Ostródzie,
Że Narodowego Sylwestra nie chcą tam ludzie,
A do Sylwestra z „dwójką” tak niewiele trzeba,
Z mlekiem kiszony ogór i kawałek chleba.
Tym nocnym rymem i z biegu kilometrami,
Na sportowo w Nowym Roku witam się z Wami,
Radości i sukcesów Wam życzę co nie miara,
I niech w końcu odpuści Covidowa maszkara!
Zupełnie nie wiem jak to się stało,
Że treningów w grudniu było tak mało,
Bezruch i gnuśność taka nie przystoi,
Więc obiecuję wysiłki podwoić,
A jeśli znowu zaśmierdzi tu leniem,
To w rzyć mnie kopnąć macie pozwolenie.
Przez sensu pozbawione premiera dekrety,
W domach siedzą dzieci zamknięte niestety,
Więc dla BHP psychiki zachowania,
Wyciągnąłem syna na rundkę biegania,
Żeby głowę na zewnątrz przewietrzył sobie,
Bo nawet babcia mawiała, że ruch to zdrowie.
„Wiersz będzie krótki chociaż trasa długa,
Nie zrzygałem się po drodze, nie Słowika to zasługa.”
Tymi słowami podsumował Słowik celnie,
Dzisiejszą naszą jazdę męczącą niezmiernie,
I pomimo że głośno nikt mnie nie ocenia,
Na moją formę spuśćmy zasłonę milczenia.
W pierwszy dzień zimy astronomicznej,
Same radości meteorologiczne,
Wiatr, wilgoć i zimno przejmujące,
To dzisiaj okoliczności dominujące,
I dobrze, że okulary zaszły mi parą,
To przeszkód nie widzę by jechać w słotę szarą.
Dzisiaj wypada najkrótszy dzień w roku,
Wychodzisz - ciemno, wracasz po zmroku,
Lecz dla kolarzy dobre są to wieści,
Od jutra możemy coraz więcej jeździć.
Był raz na Wiejskiej minister „Miłości”,
Co wetem groził Europejskiej jedności,
Premier się postawił,
Z kwitkiem go odprawił,
I teraz Miękiszon tupie nóżką w złości.
W tym roku grudzień mimo świąt obecności,
Covidową apatią markotnie się rozgościł.
Brakuje mi zapachu grzybów suszonych,
Babek drożdżowych przez sąsiadów pieczonych,
Kompotu z suszu, co smakuje raz w roku,
Światełek i choinek na każdym kroku,
A do tego ludzie jak cienie się snują,
I żadnych prezentów bliskim nie kupują,
Mam nadzieję, że chociaż przy stole z rodziną,
W świątecznej atmosferze te święta Wam miną.
Radomski tryptyk do głębi mnie poruszył,
Przemka „mokre” rymy to radość dla duszy,
Więc żeby tę radość móc zgrabnie wyrazić,
Trzeba z kanapy się ruszyć - cóż na to poradzić,
Mam tylko nadzieję kolego mój drogi,
Że przeszedł Ci w domu ten glut z nosa srogi,
I że telefon co padł Ci w drodze trupem,
Wilgoci i mrozu nie całkiem stał się łupem.