Dla partnerek kolarzy
Raz kolarz brodaty, co mieszkał w Piasecznie,
Na rower z kumplami chciał czmychnąć koniecznie,
lecz żona się zaśmiała,
atencji zażądała,
A odmówić kobiecie jest niebezpiecznie.
Raz kolarz brodaty, co mieszkał w Piasecznie,
Na rower z kumplami chciał czmychnąć koniecznie,
lecz żona się zaśmiała,
atencji zażądała,
A odmówić kobiecie jest niebezpiecznie.
Na trasie biegu, gdzieś w drogi połowie,
Dopadł mnie chochlik, i miesza mi w głowie:
„Zmęczony Tomaszu udaj się w prawo,
Tam w cieple odpoczniesz, posilisz się strawą,
Podczas gdy prosto tylko mróz i biegu znoje,
A kilometrów tyle, że zliczyć się boję!”
Nie wiedział licho, że zimą biegać lubię,
Pobiegłem prosto i z wąsów sople skubię.
Za oknem, na dworze upały zelżały,
I sucho tak, że rower w błocie cały,
Aura wspaniała, nie ma co gadać,
Jak dobrze, że chociaż zaczęło padać.
Zerwałem się dzisiaj trochę wcześniej z łóżka,
Zerkam w lusterko i co widzę? - leniuszka,
Co od tygodnia się leni już prawie,
I nic nowego nie wrzuca na Stravie,
Dość tych wymówek i ciągłych uników!
Jadę dziś zrobić kilometrów bez liku.
W ciężkich chwilach sportowej słabości,
Dobrze jest mieć wsparcie życzliwych gości,
Co jak Artur Kamiński wesprą solidarnie,
I wytkną Ci palcem, jak pobiegłeś marnie,
Bo oni wiedzą, że jak dokuczą dobitnie,
To następnym razem pobiegniesz ambitniej.
Miała być dyszka lecz wiatr mocny i srogi,
Dął w twarz okrutnie, aż wymiękły nogi,
I na nic się zdały głowy tłumaczenia,
Odmówił organizm dalszego ćwiczenia.
Dziwny z nas naród, tak w sobie zamknięty,
Każdy do smartfona nosem przyrośnięty,
I boli mnie to, że jak do ludzi zagadam,
To patrzą na mnie jak bym rozum postradał,
Więc frajdę mam wielką jak w tym samym czasie,
Z innym gadułą spotkam się na trasie,
I kawał drogi można wspólnie pedałować,
Razem się turlać i o bzdurach plotkować.
W szkole uczyli nas kiedyś na matmie,
Że zero nie ma znaku - a dzisiaj jest dodatnie!
O oporach i wektorach też było na fizyce,
A dzisiaj wektor wiatru opór stawiał w praktyce!
— Dowód proszę przygotować i zapraszam z nami.
— Oczywiście panie władzo, idziemy z kolegami.
— Imię matki, ojca, adres zamieszkania.
— Proszę tu jest wszystko, o co tyle zamieszania?
W ciekawych niezmiernie żyć przyszło nam czasach,
Że jednorożce z milicją mierzą się w zapasach,
I niech wiedzą wszystkie w (nie)rządzie cymbałki,
Że nie zabiorą nam wolności milicyjne pałki.
Dzisiaj w wyniku zdarzeń zawiłych,
Kolejne książki w me ręce trafiły,
Bo to jest nałóg, nic nie poradzę,
Że książki na półce licznie gromadzę,
Lecz zanim foliały staną w szeregu,
Przeczytać je muszę od brzegu do brzegu,
I jak mam pogodzić wszystkie te obsesje,
Rower, bieganie i czytania sesje,
A mogłem mieć hobby jak inne chłopaki,
Palenie, alkohol albo choćby hazard jaki.