Atrapa

Przez szare, gęste poczucie winy,
Które jak cichy nowotwór puchnie,
Patrzę, jak z życia ciekną godziny,
Z życia – co kruche jest niczym próchno…

W myślach jak smoła, bulgocze żałość,
Resztka nadziei się we mnie kruszy,
Na to, że będzie się jeszcze dało
Połatać strzępy rozdartej duszy…

Szczęście grobowym całunem spowite,
Serce na milion części rozbite,
Mój świat – tęsknota ze smutkiem trawią…

Tę rozpacz, co we mnie bezgłośnie wyje,
Na twarzy, pustym grymasem kryje
śmiechu atrapa gdy w skrytości krwawię…