By ciężką schować głowę przed myśli natłokiem,
Na ławeczce usiadła, nad samym potokiem.
Nożkami wdzięcznie macha, ptaszki w dali liczy,
Oczęta krajobrazem cieszy malowniczym.
Wtem łabędź z nieba spłynął, znad wiejskiego sioła,
A skrzydła mu się bielą niczym u anioła,
Aż rąk nie może dziewczę opanować drżenia –
To przez Ledy z Zeusem mityczne skojarzenia.
Wyciągnął długą szyję, wyprężył figurę,
Wyszarpniętym spod skrzydła podzielił się piórem,
I spojrzał, takim wzrokiem… jakby ciut żałosnym,
W którym dało się dostrzec łaknienie bezgłośne.
Lecz odleciał niestety, głodny w stronę nieba,
Bo strachem zdjęte dziewczę poskąpiło chleba…
