Sztuka podróżowania komunikacją (wielko)miejską

Gehennę zaczynam na końcowym pod blokiem,
Przez drzwi autobusu przecisnąwszy się bokiem,
I chociaż laikom to nie robi różnicy,
To u mnie – z obłędem wybór miejsca graniczy.

Bo choć jest dostępnych mnóstwo siedzeń dokoła,
Niewiele z nich jednak zadowolić mnie zdoła:
– pod klimą zbyt duża jest szansa przeziębienia
– znów bliskość grzejnika to gwarancja pocenia

– przy drzwiach niechybnie, kogoś swym zwabię urokiem
– by dalej gdzieś usiąść, przyjdzie walczyć mi z tłokiem
– blask słońca przy oknie przeszkadza bezlitośnie
– a miejsca przy przegubie – mało, przy mym wzroście

Wtem mam! Znalazłem! Fotel – niczym skrawek nieba!
Psia krew! Akurat gdy wysiadać trzeba…