Chciałaby dusza do raju (albo na rower)

Słoneczkiem ciepłym dzień nowy już wstał,
Promykiem pieszcząc Fonfiego co spał,
I nawet odpuścił na chwilę mróz –
Ile na rower trzeba zabrać bluz?

Pogodzie w marcu konsekwencji jest brak,
Bo rankiem w gaciach wciąż marznie ptak,
A popołudniem, gdy coraz dłuższy cień,
Chlupot potu słychać co leje się zeń.

Lecz mimo wszystko to piękny jest czas,
Przedwiośniem się budzi energia w nas,
By snu zimowego resztki z nas strząść.

I szkoda tylko, że zakazał mi wsiąść
Na rower, lekarz, co założył mi szew,
Więc zamiast potu – zalewa mnie krew!