Spokojnie biorę oddech głęboki,
Chociaż smakowe już kubki swędzą,
Wytrwale tłamszę myśli co pędzą,
W impulsywnego obżarstwa mroki.
Niczym ocean szklisty, szeroki,
Jestem spokoju spiżową twierdzą,
I na podstępne, co w głowie siedzą,
Nieczuły będę chochlików uroki!
Lecz w Tłusty Czwartek grzechem jest pościć,
Niech pączki na pokuszenie mnie wodzą!
Czy od dziesięciu dostanę mdłości?
Czy trzy już może mój głód złagodzą?
Lecz gdy bój wsobny toczyłem żarliwy –
Został ostatni, ten jeden – wstydliwy…
