Gdy w kalendarzu kartka się zmienia,
I zaczynają się liście czerwienić,
Wtedy powoli, tak od niechcenia,
Poeci wychodzą się pojesienić.
Zwiędłego liścia im estetyka
Każe malować złotym kolorem,
I gdy przed deszczem każdy umyka,
Że „krople się perlą”, piszą z uporem.
A kiedy w korku ponownie utykasz,
Z powodu tej mgły, co tworzy zatory,
Dla nich to aura magiczna, mistyka…
Epitety wciąż tworzą i metafory,
Z grafomana wdziękiem, czy wierszoklety,
Gdy ja tu moknę. Po prostu. Jak kretyn.
