Sen wariata

„Wpłynąłem na suchego…” – majaczą jakieś rymy,
Wtem pustka! Potem mętlik i entropia w głowie!
Kołysankę mi nucą benzodiazepiny…
– Przepraszam, proszę siostry, co ja tutaj robię?!

Źrenice jak punkciki – ogarnia mnie żałość,
Gdzie jeno fetor myśli powoli gnijących.
Przeszywają mnie dreszcze – telepię się cały,
Turyńskiego całunu owijam się końcem!

Na wózku inwalidzkim naga wena wzdycha
kaleka – czeka – w kącie, aż ją ktoś z salowych
poezją naszprycuje lub beletrystyką.
Zza parawanu do niej, ślinią się widzowie.

Obudzić się nie mogę, przez pasy u ramion,
Trzask tylko słyszę gdy zęby mądrości mi łamią.