Pochwalę się panu, że ja, proszę pana,
Chociaż na głowie mam srebrne kosmyki,
A w kościach mnie łamie od samego rana,
To wcale nie czuję tych lat z mej metryki.
I może pan powie, że brak w tym logiki,
To u mnie w głowie wciąż, proszę pana,
Są żarty, swawole, hulanki, wybryki,
Choć trzeszczy coś żona. I czasem kolana.
I niech tam pesel twierdzi żem stary,
Gdy mnie rock’n’rolla gra ciągle dusza,
Bo ja, proszę pana, to wciąż jestem jary…
Lecz przerwał słowotok głos sanitariusza,
Co chwycił endoskop i rzekł znad kotary:
Niech pan się wypnie i przez chwilę nie rusza.
